Nić pamięci

W bitwie pod Łodzią zginęło nie mniej niż sto
tysięcy ludzi. Stąd tyle wokół nas żołnierskich
cmentarzy. Niewielki, bardzo zaniedbany,
znajduje się też w Zielonej Górze.

Rozmowa ze Stanisławem Świerkowskim, emerytowanym nauczycielem historii, prezesem Społecznego Komitetu Pamięci Józefa Piłsudskiego

Zachęcam do poznania historii niepodległości w powiazaniu z historią Łodzi, Bedonia i Zielonej Góry – przypis”

„W Centrum Polski”: – Czym dla współczesnych Polaków jest dziś 11 listopada? Jaka jest świadomość niepodległościowej tradycji wśród młodych? Stanisław Świerkowski: Co do mojego pokolenia 60+ to nie mam cienia wątpliwości. Dla nas to data symboliczna, jednoznacznie związana z odrodzeniem Polski po ponad stu dwudziestu latach niewoli. A jeśli pyta pan o młodych…? Sądząc po tym, czemu można się było przyjrzeć dwa lata temu podczas łódzkiego marszu z okazji stulecia odzyskania niepodległości, nie jest z tą świadomością źle. W listopadzie dwa tysiące osiemnastego roku na ulicach Łodzi świętowało wiele młodych małżeństw z małymi dziećmi w wózkach i na rękach. Dlaczego świętujemy właśnie jedenastego listopada? Józef Piłsudski z twierdzy w Magdeburgu wrócił do kraju dzień wcześniej. Odzyskanie niepodległości to był proces. Można rzec, że skończył się dopiero w tysiąc dziewięćset dwudziestym drugim roku wraz z wyborem Gabriela Narutowicza na prezydenta. Kiedy jednak pragnąc uczcić pamięć o tak ważnym dla narodu fakcie jak ponowne ustanowienie państwowości trzeba się było na coś zdecydować, w trzydziestym siódmym roku podjęto decyzję, że święto przypadać będzie na jedenasty listopada. To wtedy właśnie Rada Regencyjna przekazała Piłsudskiemu dowództwo nad podporządkowaną jej Polską Siłą Zbrojną. Nad utworzoną po kryzysie przysięgowym niewielką formacją wojskową pogardliwie nazywaną przez Niemców Polnische Wehrmacht ,którą początkowo dowodził słynny generał Hans Hartwig von Beseler. Jedenastego listopada miało miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenie. W Compiègne we Francji państwa Ententy zawarły z Cesarstwem Niemieckim układ rozejmowy kończący I wojnę światową, po której odzyskaliśmy naszą niepodległość.

A co działo się w tym dniu w naszej okolicy? Andrespol był wówczas w większości zamieszkały przez Niemców, którzy do czasu wybuchu Wielkiej Wojny żyli wprawdzie w zaborze rosyjskim, ale tu był ich drugi Vaterland. Trudno sądzić, by cieszyli się z powrotu polskiej państwowości. Wokół dworu Kochanowskich w Bedoniu i – jak można sądzić- w samym dworze nie prowadzono żadnych działań niepodległościowych. Gdyby było inaczej, to informacje na ten temat z pewnością znalazłyby się w pracy Hanki Żerek-Kleszcz, Macieja Janika i Tadeusza Nowaka „Bedoń. Dzieje do 1939 roku”, a w monografii nie ma o tym mowy.

A w Łodzi? Jedenasty listopada był tam dniem bogatym w wydarzenia. W mieście stacjonowały wtedy dwa bataliony niemieckiego wojska, około dwóch tysięcy stu ludzi. Dziesiątego listopada przy ulicy Przejazd 6 – dziś Tuwima – powstała polska Komenda Siły Zbrojnej. Organizacja grupująca związek byłych legionistów, członków Polskiej Organizacji Wojskowej, bojowników PPS i innych niewielkich organizacji, takich jak choćby Narodowego Związku Robotniczego. I mimo że Rada Miasta, na czele z nadburmistrzem Leopoldem Skulskim, sprzeciwiała się samorzutnemu rozbrajaniu  żołnierzy niemieckich, to na rozkaz Komendy Siły Zbrojnej właśnie jedenastego listopada około tysiąc dwustu łodzian przystąpiło do rozbrajania Niemców. Opanowali Śródmieście, Bałuty i Widzew. Nie obyło się bez ofiar – poległo ośmiu polskich bojowników. Ich zbiorowa mogiła znajduje się na łódzkim cmentarzu przy ulicy Ogrodowej. Wracając do historii, po zawarciu rozejmu w Compiègne stacjonujący w Łodzi żołnierze niemieccy powołali swoją Soldatenrat – radę żołnierską – której jedynym celem było doprowadzenie do ich bezpiecznego powrotu do domu. Dwunastego listopada o drugiej w nocy rada ta dogadała się z naszą komendą i z Radą Miasta – Niemcy oddali naszym broń i ostatecznie piętnastego listopada się z miasta wynieśli.

W Łodzi polskie akcje niepodległościowe podejmowane były już u zarania Wielkiej Wojny. A jeśli wspomnimy łódzki epizod w życiorysie Józefa Piłsudskiego, to także znacznie wcześniej… W tysiąc dziewięćset czternastym roku w mieście powstał Komisariat Polskiej Organizacji Narodowej, którego celem było rekrutowanie ochotników do Legionów Polskich. Zwerbowano czterystu pięćdziesięciu ludzi i odpłatnie przejęto od dorożkarzy i firm transportowych sto sześćdziesiąt koni. Mocą zawartego z Niemcami porozumienia, złożony w głównej mierze z naszych współziomków batalion legionistów i szwadron ułanów o podobnym składzie ludnościowym miały wziąć udział w planowanym odbiciu z rąk Rosjan Warszawy. Później zaś pełnić wartę na Zamku Królewskim. Plany te pokrzyżował jednak kontratak wojsk rosyjskich dowodzonych przez wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza.

A skoro o tym mowa, nie sposób nie wspomnieć o jednej z trzech największych bitew stoczonych w początkowej fazie wojny na froncie wschodnim. Myślę o rozegranej w naszej okolicy na przełomie listopada i grudnia czternastego roku bitwie pod Łodzią. Łącznie, po obu stronach walczących wojsk, wzięło w niej udział blisko osiemset tysięcy żołnierzy, z których – choć mówi się i o liczbie dwustu tysięcy – na pewno zginęło nie mniej niż sto tysięcy. Stąd tyle wokół nas żołnierskich cmentarzy.

W bitwie pod Łodzią zginęło nie mniej niż sto
tysięcy ludzi. Stąd tyle wokół nas żołnierskich
cmentarzy. Niewielki, bardzo zaniedbany,
znajduje się też w Zielonej Górze.
W bitwie pod Łodzią zginęło nie mniej niż sto
tysięcy ludzi. Stąd tyle wokół nas żołnierskich
cmentarzy. Niewielki, bardzo zaniedbany,
znajduje się też w Zielonej Górze.

Niewielki, bardzo niestety zaniedbany, znajduje się też w Zielonej Górze. W czasie tej bitwy przez pewien czas front rozciągnięty był wzdłuż Miazgi. Warto przypomnieć, że po stronie rosyjskiej w bojach wzięły udział dywizje syberyjskie – z Chabarowska, Krasnojarska, Omska i Irkucka – w których szeregach walczyło wielu Polaków. W skład jednej z tych dywizji wchodził 24 Pułk Syberyjski, który w ramach uzupełnień zasilili przymusowo wcieleni do carskiej armii mieszkańcy Mazowsza i Warszawy. W niemieckiej armii walczył z kolei Korpus Posen – w jego skład wchodziło około dwadzieścia trzy tysiące Polaków. Niestety, ani jednym, ani drugim nie było dane umierać za Polskę…

Polsce całe życie poświęcił Józef Piłsudski, który krótko działał też na naszym terenie. To rzeczywiście była krótka historia. Ścigany przez carską ochranę, jesienią tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku Piłsudski musiał uciekać z Wilna i zamieszkał w Łodzi przy ulicy Wschodniej. Zdążył wydać tam dwa numery pisma PPS „Robotnik”, po czym w lutym tysiąc dziewięćsetnego roku został aresztowany. Piętnastego listopada tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego pierwszego roku z inicjatywy Społecznego Komitetu Pamięci Józefa Piłsudskiego na froncie kamiennicy, w której późniejszy Naczelnik mieszkał, wmurowano pamiątkową tablicę.

I tak od początku wieku, poprzez lata Wielkiej Wojny, doszliśmy do współczesności. Kiedy więc tak naprawdę zaczęła się nasza droga do niepodległości?

Zaraz po trzecim rozbiorze. Walczyliśmy w powstaniu listopadowym, w czasie Wiosny Ludów, w powstaniu styczniowym. W tym najkrwawszym z powstań walczyli dziadowie legionistów… Choć utarło się przekonanie, że w efekcie I wojny niejako automatycznie obdarowano nas niepodległością, to prawda jest taka, że jak nie walczysz, to nikt ci niepodległości nie da. Fakt w Wielkiej Wojnie przegrali wszyscy nasi zaborcy, to właśnie był ten sprzyjający nam czynnik zewnętrzny. Mimo to podczas Konferencji Wersalskiej jedynie Francja i Stany Zjednoczone były za utworzeniem silnego polskiego państwa. Włochy i Anglia nie chciały osłabiać Niemców.

Angielska wizja Polski opisana została rok później tak zwaną Linią Curzona. Według Anglików nasze okrojone z zachodu, kadłubowe państwo miało mieć na wschodzie granice na Bugu. Gdyby nie aktywność dyplomatyczna Romana Dmowskiego i Ignacego Paderewskiego w Wersalu nie wiadomo, jakby się to wszystko dla nas skończyło. Gdyby nie zwycięskie powstanie wielkopolskie i trzy powstania śląskie  nie Legiony Polskie, Polska Organizacja Wojskowa, armia Hallera, dowborczycy – nie mielibyśmy w ręku żadnych argumentów. Gdyby nie zwycięska Bitwa Warszawska stalibyśmy się republiką rad. Obcy działają bezlitośnie. Niepodległości nikt nam nie ofiarował. Sami ją sobie wywalczyliśmy.

Co sadzi Pan o słowach Józefa Piłsudskiego: „Naród, który nie szanuje swojej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”?

To bardzo cenna wypowiedź. Cyceron powiedział: „Historia magistra vitae est” – historia jest nauczycielką życia. Miał rację. Jeśli tej historii nie zrozumiemy i nie będziemy szanować własnej przeszłości, zerwiemy pokoleniową nić z narodem. Stracimy kotwicę naszej tożsamości. Jak ważna jest pamięć i religia, pokazuje historia narodu wybranego. Gdyby nie pamięć i wyznawane wartości naród ten nie przetrwałby dwóch tysięcy lat bez własnej państwowości. To samo tyczy nas. Słowa Piłsudskiego do dziś nie straciły nic ze swej aktualności. Trzeba by rzec, że zwłaszcza teraz w dobie unifikacji kultury i relatywizacji wartości należy o nich szczególnie pamiętać.

Rozmawiał:

K.S.

Przedruk wywiadu z 11/2020 numeru gazety „W Centrum Polski”